Z WIELKĄ TROSKĄ

By admin|Listopad 13, 2015|Sympatia|0 comments

Fak­tycznie bowiem przynajmniej „mniemamy”, że we współodczuwaniu czyjeś uczucie jest nam jakoś dane. Tego „mniemania” Storring w ogóle nie wyjaśnia, [natomiast] Lipps — po tym wszystkim, co przedtem powiedziałem o  jego teorii wczucia — wyjaśnia je fałszywie. W świetle bowiem wcześniejszych wywodów genetyczna teoria jest tutaj bezsensowna, gdyż właśnie cudze stany duchowe (Gemiitszustande) uchwytujemy źródłowo w samych feno­menach wyrazowych, całkowicie obywając się bez projek­cyjnego „wczucia”. Nasuwa się tutaj jednak pytanie, czy taka reprodukcja własnego cierpienia i własnej radości w ogóle odgrywa i może odgrywać jakąś rolę w prawdzi­wym czystym współodczuwaniu.Przede wszystkim weźmy [pod uwagę] przypadki nie­wątpliwego doświadczenia takiej reprodukcji. Zapewne każdemu zdarzyło się udać do kogoś z jakąś wielką troską, by jemu, współczująco „spokrewnionemu”, bądź „przyja­cielowi”, powiedzieć o swoim położeniu. A także [zdarzało się], że ten pan lub ta pani — zamiast’ wgłębić się w stan odwiedzającego — wykorzystywali jego opowiadanie jako sposobność do przytoczenia pewnej ilości pięknych historii z własnego życia, w których „przytrafiło im się coś całkiem podobnego”, w związku z czym później tak a tak się za­chowywali. „Tak, tak —mówiono — tak bywa, mnie też zdarzyło się tam i wtedy prawie to samo”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *